Konkurs Plastyczny - Śmierć Św. Franciszka z Asyżu

Data: 20-09-2026

Pokój i Dobro! 

Zapraszamy dzieci oraz uczniów szkół podstawowych do wzięcia udziału w konkursie plastycznym inspirowanym tekstem o śmierci św. Franciszka z Asyżu, który znajduje na końcu tego tekstu. Na podstawie tego tekstu namaluj moment śmierci św. Franciszka z Asyżu. 

Format papieru – A4 lub A3 (A3 – maksymalne) 

Technika – dowolna 

Kategorie wiekowe: 

- maluchy do klasy 0 

- uczniowie szkół podstawowych klasy 1-3 

- uczniowie szkół podstawowych klasy 4-8 

Prace (podpisane na odwrocie imieniem i nazwiskiem oraz klasą, w której obecnie jestem) oddajemy do parafii św. Franciszka z Asyżu. Uczniowie szkoły podstawowej nr. 6 w Ostródzie oraz przedszkolaki z "Remisia" - prace oddają do pani katechetki Katarzyny Luczys. 

Ostateczny termin oddawania prac plastycznych – do piątku 18 września!!!

Rozstrzygnięcie konkursu i wręczenie nagród odbędzie się w niedzielę 20 września podczas 10. Franciszkańskiego Festynu Rodzinnego na scenie bezpośrednio po koncercie zespołu Jonasz około godz. 17.00. 

Zachęcamy do wzięcia udziału w konkursie. 

Dla zwycięzców atrakcyjne nagrody, a każdy uczestnik konkursu za trud wykonanej pracy - coś otrzyma. 

Zapraszamy na 10. Franciszkański Festyn Rodzinny 21 września na placu przed kościołem św. Franciszka z Asyżu w Ostródzie od godz. 12.30 do 18.00. 


Śmierć Świętego Ojca Franciszka 

Końcowa zachęta i błogosławienie braci

214. Mędrzec mówi, że przy końcu człowieka następuje odkrycie jego uczynków, co jak widzimy spełniło się chwalebnie na Świętym. Chyżo biegnąc drogą przykazań Bożych, dotarł po stopniach wszystkich cnót aż na szczyt.' Podobny do giętkiego metalu, pod młotem wielorakich utrapień osiągnął doskonałość, „ujrzał kres wszelkiej doskonałości" (Ps 118,96). Wtedy bowiem jeszcze bardziej rozbłysły jego przedziwne dzieła, a gdy zdeptał ponęty śmiertelnego życia i wolny poszedł do nieba, głos prawdy wyjaśnił, że wszystko, co przeżył, było boskie. Albowiem „żyć dla świata" poczytał za hańbę, swoich ukochał do końca, śmierć przyjął ze śpiewem. Kiedy zbliżał się już do ostatnich dni, po których nadeszła dlań, pozbawionego światła doczesnego, światłość wiekuista, pokazał czynem, że nie miał nic wspólnego ze światem. Zmożony bardzo ciężką chorobą, co zamknęła serię wszystkich jego schorzeń, kazał się nagim położyć na gołej ziemi, iżby w tej ostatniej godzinie, w której wróg mógł jeszcze nacierać, jako „nagi walczył z nagim" (por. 1 C 15). Zaprawdę, nieustraszenie oczekiwał zwycięstwa i ze złożonymi rękami przyjmował wieniec sprawiedliwości. Po zdjęciu szaty z żebraczego worka został położony na ziemi. Jak zwykle twarz skierował ku niebu i cały wpatrywał się w jego chwałę. Lewą ręką zakrywał ranę prawego boku, by jej nie widziano. I rzekł do braci: „Ja, co do mnie należało, zrobiłem; a co do was należy, niech nauczy was Chrystus!"

215. Synowie, widząc to, zalewali się łzami i głęboko wzdychali, poddając się wielkiemu bólowi współczucia. Tymczasem jego gwardian zdławił jakoś szlochanie i za natchnieniem boskim poznawszy istotne życzenie Świętego, szybko wstał i wziąwszy tunikę razem ze spodniami oraz workowaty kapturek, powiedział do ojca: „Wiedz, że tę tunikę i spodnie oraz kapturek z rozkazu świętego posłuszeństwa ja ci pożyczam! Ale, żebyś wiedział, że nie masz do nich żadnego prawa posiadania, odbieram ci możność dania ich komukolwiek." Święty ucieszył się i uradował całym sercem, ponieważ widział, że dotrzymał wiary pani ubóstwu aż do końca. Albowiem z gorliwością dla ubóstwa zrobił wszystko tak, żeby na końcu nie mieć nawet własnego habitu, ałe niejako pożyczony przez kogoś innego. Zaś na głowie nosił kapturek, żeby zakryć blizny po ranach zadanych podczas leczenia oczu, a przecież konieczna byłaby tu czapeczka z jakiejś drogiej wełny, jak najbardziej delikatnej i miękkiej.

216. Potem Święty podniósł dłonie ku niebu i wielbił Chrystusa ża to, że idzie do niego wolny, pozbyty już wszystkiego. Aby zaś okazać się prawdziwym naśladowcą Chrystusa, Boga swego, we wszystkim, do końca umiłował swych braci i synów, których ukochał od początku. Kazał bowiem przywołać do siebie wszystkich przebywających tam braci, zachęcał ich z ojcowską tkliwością do miłości i pocieszał ich w obliczu: swej śmierci. Dłużej zatrzymał się nad zachowaniem cierpliwości i ubóstwa, przedkładając je nad inne wskazania świętej Ewangelii. A gdy tak wszyscy bracia siedzieli dookoła, „wyciągnął nad nich swą prawicę" (por. Rdz 48,14) i, zaczynając od swego wikariusza, położył ją na głowę każdego. Rzekł: „Żegnajcie, wszyscy synowie, w bojaźni Pańskiej (Dz 9,31) i trwajcie w niej zawsze! A ponieważ zbliża się przyszła pokusa i udręka, przeto pamiętajcie, że szczęśliwi ci, którzy wytrwają w tym, co rozpoczęli. Ja bowiem śpieszę do Boga, którego łasce wszystkich was polecam." W tych braciach, którzy tam byli obecni, pobłogosławił też wszystkim braciom, którzy kędykolwiek w świecie przebywali, a także tym, którzy przyjdą po nich, aż do końca wieków. Niechaj nikt nie uzurpuje sobie tego błogosławieństwa, które wygłosił w obecnych dla nieobecnych. A jak to już zostało napisane gdzie indziej, wygłosił też błogosławieństwo specjalne, ale było ono skierowane raczej do urzędu, aniżeli do poszczególnej osoby.

Ostatnie czynności i śmierć Świętego

217. Gdy tak bracia gorzko płakali i biadali niepocieszeni, święty ojciec kazał sobie przynieść chleb. Pobłogosławił go i połamał, a potem podał każdemu do spożycia. Polecił także przynieść księgę Ewangelii i poprosił o przeczytanie mu Ewangelii według Jana od miejsca, które zaczyna się: „Przed świętem Paschy" (J 13,1) itd. W ten sposób przypomniał ową najświętszą wieczerzę, którą Pan jako ostatnią odprawił ze swymi uczniami. Uczynił to wszystko dla uczczenia jej pamięci, okazując tym samym uczucie miłości, jakie miał do braci. Te parę dni, jakie pozostały mu do śmierci, spędził na uwielbianiu Boga, zapraszając swych najmilszych towarzyszy83 do chwalenia Chrystusa razem z nim. Sam zaś, tak jak mógł, intonował psalm: „Głosem moim wołałem do Pana, głosem moim błagałem Pana" (Ps 141) itd. Zapraszał również wszystkie stworzenia do chwalenia Boga i zachęcał je do boskiej miłości słowami, które niegdyś był ułożył. Nawet samą śmierć, dla wszystkich straszną i znienawidzoną, zachęcał do chwalby, a wychodząc jej radośnie naprzeciw, zapraszał do siebie w gościnę. Mówił: „Pozdrowiona niech będzie siostra śmierć!" Potem zwrócił się do lekarza: „Bracie doktorze, śmiało zapowiedz rychłą śmierć, która będzie mi bramą życia." Do braci zaś: „Gdy zobaczycie, że już koniec ze mną, połóżcie mnie na ziemi tak, jak przedwczoraj widzieliście mnie nagiego, i pozwólcie mi tak leżeć jeszcze po skonaniu przez tak długi czas, jakiego potrzeba do spokojnego przejścia tysiąca kroków."; Nadeszła godzina śmierci i, po wypełnieniu się na nim wszystkich. Chrystusowych tajemnic, szczęśliwie uleciał do Boga.

Tekst z Życiorysu Drugiego św. Franciszka z Asyżu - Tomasza z Celino. 

Konkurs Plastyczny - Śmierć Św. Franciszka z Asyżu grafika
Konkurs Plastyczny - Śmierć Św. Franciszka z Asyżu grafika